Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Egmont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Egmont. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 listopada 2013

Dorota Świątkowska - Moje wypieki i desery

„Moje wypieki i desery” to książka Doroty Świątkowskiej, autorki jednego z najbardziej znanych blogów o tematyce kulinarnej – mojewypieki.com.

W książce znajdziemy najbardziej popularne przepisy na wypieki i desery, zebrane w ciągu sześciu lat blogowania, okraszone kolorowymi zdjęciami. Dzięki autorce będziemy mogli zajadać się wyśmienitymi sernikami, ciastami drożdżowymi i czekoladowymi, muffinkami i babeczkami, mrożonymi deserami, tortami, makowcami, mazurkami i wieloma innymi. To niezrównany niezbędnik dla każdego smakosza!

Moje wypieki i desery
to książka która sprawia, że człowiek robi się głodny już na sam widok okładki, nie wspominając już o pokusie po ujrzeniu zdjęć i przeczytaniu przepisów w jej wnętrzu!

Przyznam, że rzadko sięgam po książki kulinarne, zazwyczaj ograniczam się do sprawdzonych rodzinnych przepisów. Niemniej jednak piękne wydanie tej wielkiej księgi sprawiło, że po prostu poczułam, że muszę zapoznać się z jej zawartością. Po jej ujrzeniu miałam nieodpartą chęć upieczenia ciasteczek przedstawionych na okładce.

Zdjęcia zrobione przez Panią Dorotę Świątkowską są przecudowne, wszystkie wypieki na nich ujęte mogą sprawić, że od samego patrzenia na nie, jest się gotowym porzucić wszystkie swoje diety. W takim wydaniu w jakim prezentują się opisane tam ciasta, byłabym skłonna zjeść nawet te, które zawierają składniki za którymi nie przepadam.

Oglądanie każdego zdjęcia, kartkowanie stron, czytanie tych niesamowitych przepisów, sprawiało mi niesamowitą przyjemność. Dużym atutem tej książki jest precyzyjność instrukcji i dokładnie podane proporcje przez autorkę. Jest to niezwykle pomocne i dzięki tym wskazówkom zepsucie ciasta poprzez złe proporcje wydaje się już niemal niemożliwe.

Zachwyciło mnie tak ładne wydanie książki, podział na rozdziały, i obiektywnie stwierdzając - nie ma w tej książce czegoś co by mi się nie spodobało. Nadaje się idealnie zarówno dla doświadczonych osób jak i tych którzy pieką tylko na święta. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, przepisy są zarówno bardzo czasochłonne jak i są też takie przy których nie trzeba wiele czasu i można się przy nich szybko uwinąć.

Dzięki Pani Świątkowskiej wiem, że spędzę teraz wiele godzin w kuchni, zajęta próbami upieczenia czegoś równie pięknego i smacznego co ona, a moja rodzina i znajomi zostaną zasypani wypiekami! :)

                           Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont!

Autor: Dorota Świątkowska
Tytuł: Moje wypieki i desery
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2013-10-23
Ocena: 6+/6

środa, 24 lipca 2013

Marissa Meyer - Saga księżycowa: Scarlet

Drogi Cinder i Scarlet krzyżują się w chwili, w której Ziemia zostaje zaatakowana przez Lunę... Cinder, dziewczyna cyborg zarabiająca na życie jako mechanik, próbuje wydostać się z więzienia, choć wie, że jeśli jej się uda, stanie się najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Po drugiej stronie kuli ziemskiej ginie babcia Scarlet Benoit. Okazuje się, że Scarlet nie miała świadomości wielu związanych z nią spraw ani śmiertelnego zagrożenia, w którym żyła. Kiedy spotyka Wilka, mającego prawdopodobnie wiadomości o miejscu pobytu babci, czuje powstającą między nimi więź, choć nie potrafi przełamać nieufności. Wspólnie rozwiązują zagadkę, ale wówczas los zderza ich z Cinder przynoszącą nowe pytania bez odpowiedzi.

Normalne życie Scarlet i jej babci może okazać się nie tak normalne jak mogła przypuszczać rudowłosa bohaterka. A dlaczego? Co może się przytrafić zwykłej nastolatce i jej szalonej opiekunce, żyjącym na małej farmie we Francuckim Rieux? Tą właśnie historię opowiada nam autorka w kontynuacji swojej bajkowej Sagi księżycowej. Oczywiście nie można zapomnieć o wątku mechanicznego Kopciuszka pani Meyer. O jej dalszych losach na szczęście dowiadujemy się i w tej części. Czy udało jej się uciec? Jak zareagowała na to okrutna Królowa Levana? A jak słodki Cesarz Kaito? Na wszystkie te nurtujące pytania znajdziemy odpowiedź w Scarlet, co nie oznacza, że autorka zostawi nas też bez jakichkolwiek kolejnych niedopowiedzeń.
Okładka Włoska

Historia jest opowiadana przez narratora trzecioosobowego z perspektywy czterech postaci: tytułowej Scarlet, Cinder, Wilka i Kai'a. Takie rozwiązanie to strzał w dziesiątkę autorki. Przyjemnie było dowiedzieć się co dzieje się we Wspólnocie Wschodniej i co odczuwał Kai, jak radził sobie z wszechobecną paniką i gniewem Levany. Marissa świetnie rozwinęła wszystkie wątki i ciekawie wprowadziła nowe. Zmutowane wilki? Tak, to jest coś pasującego do inności panującej w Sadze... .Co do stylu pisania autorki to zdania nie zmieniłam od czasu przeczytania pierwszej części, niesamowicie lekki i przyjemne w odbiorze pióro, które jest dużą zaletą pani Meyer. To samo tyczy się tłumaczenia, ogromny atut książki, pomijając świetną fabułę. Widać, że Pani Konowrocka wykonała kawał dobrej roboty, a ostatnio często trafiam na niezbyt dokładne tłumaczenia.

Kolejny plus książki to jej bohaterowie. Cinder, Scarlet, Thorne, Kai, Wilk, uwielbiam wszystkich razem i każdego z osobna. Cudownie wykreowane postacie wzorowane na bajkowych postaciach. Ciężko mi doszukać się chociaż jednej postaci której bym nie polubiła, no może znalazła by się jedna, mianowicie Iko. Android, najlepsza przyjaciółka Cinder, z założenia raczej pozytywna postać, mająca wzbudzać pozytywne odczucia, ale mnie w większej mierze irytowała i nie lubiłam fragmentów w których się pojawiała. Nie mniej jednak jak każdy bohater tej książki została dokładnie nakreślona i stworzona. Przyznam, że ciężko rozpisać mi się o głównych żeńskich postaciach bo cały mój zachwyt skupił się na Thorne'ie i Kaito. Coś czuję, że obaj jeszcze będą zabiegać o względu dziewczyny-cyborga, a ja nie będę umiała się zdecydować po czyjej stronie stanąć. Z jednej strony uroczy młody cesarz, przystojny, rozważny i nie szufladkujący ludzi (ewentualnie robotów) a z drugiej Kapitan Carswell T. charakteryzujący się lubością do pięknych dziewcząt, ale i pozytywnym myśleniem i poczuciem humoru. Jeżeli moje prognozy się sprawdzą będę miała kłopoty z wyborem.


Okładka ponownie mnie urzekła, aczkolwiek może nie aż tak bardzo jak ta od Cinder. Ogólnie bardzo mi się podoba motyw Wydawnictwa Egmont z tymi porcelanowymi laleczkami przebranymi za bohaterki. Zdecydowanie jest to lepszy wybór niż przy okładce oryginalnej która jest dla mnie okropna. Kolorystyka mdła, czcionka tandetna, moim zdaniem zagraniczny wydawca się nie postarał i jego wizja jest odpychająca. Chociaż muszę przyznać, że przynajmniej trzyma się motywu pasującego do pierwszej części, a zdarzają się okładki które ani trochę nie pasują do poprzednich części. Poza naszą, pozytywne odczucia wzbudziła we mnie jedynie okładka z Włoch. Jej tajemniczość, właściwy dobór kolorów, cudo! Mimo wszystko w dalszym ciągu, nasze rodzime wersje wygrywają z zagranicznymi.

Podsumowując Scarlet to porywająca kontynuacja, aczkolwiek nie aż tak, by wciągnęła mnie już od pierwszej strony. Miałam pewne kłopoty z wczytaniem się, dopiero koło 80 strony udało mi się mocno wciągnąć, ale wtedy to już oderwać się nie mogłam. Z niecierpliwością czekam na część trzecia i na jakąś informację odnośnie tego do jakiej bajki będzie nawiązywała ta książka. Każdemu kto jeszcze nie sięgnął po Sagę Księżycową polecam to zmienić i popędzić jak najszybciej do jakiejś księgarni, tudzież biblioteki. Seria jak najbardziej godna poświęcenia jej czasu, idealna na wakacyjne leniwe dni!

Autor: Marissa Meyer
Tytuł: Cinder
Tłumacz: Dorota Konowrocka
Liczba stron: 495
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2013-05-08
Ocena: 5/6

                               Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont! :)


środa, 8 maja 2013

Brak Natchnienia - krótko o ostatnio przeczytanych książkach

Od dłuższego czasu nie mam siły zupełnie na nic, wcześniej przez ciągłe uczenie się do testów, teraz bo za gorąco i mózg mi wyparowuję, ale przydałoby się coś napisać tak więc o tym co ostatnio przeczytałam.




1.  Gorączka - Dee Shulman

Jest to książka o której słyszałam mieszane opinie, i sama jakoś nie rozumiem tych negatywnych. Książka zaintrygowała mnie już od pierwszej strony, nietypowa bohaterka, nietypowa szkoła, mniej oryginalny gladiator i mało oryginalna historia starożytnego bohatera, ale po połączeniu obu wątków, wyszła całkiem dobra i ciekawa książka. Postacie tak jak już wcześniej napisałam: jedni wyróżniający się swą osobowością, drudzy nie. Pierwszoosobowa narracja i styl pisania autorki były lekkie i bardzo przyjemne w odbiorze, a książkę czytało się bez męczenia z długimi i zbędnymi opisami. Ogólnie odebrałam książkę bardzo pozytywnie, ale bez rewelacji i wystawiłabym jej ocenę 4+/6.





2.  Królestwo Łabędzi - Zoe Marriott

Na tą pozycję byłam bardzo nakręcona i może za dużo od niej wymagałam. Z początku strasznie mnie nudziła i nie mogłam się przebić przez pierwsze sto stron. Potem akcja trochę bardziej mi przypasowała, aczkolwiek wciąż to nie było to na co liczyłam. Prowadzona w książce narracja pierwszoosobowa mi również nie podpasowała gdyż bardziej by tu pasowała wersja z trzecioosobowym. Styl pisania autorki był nieco nudnawy, a postacie jak na mój gust odrobinę papierowe. W prawdzie nie była to tak okropna książka jak by to mogło wynikać z mojej hmm bardzo bardzo krótkiej "recenzji", ale nie poruszyła mnie ta książka i oceniam ją 3+/6.




3 . Requiem - Lauren Oliver

A po tej książce wiele się spodziewałam i wiele dostałam. Trylogię Delirium uwielbiam od samego początku i wprost nie mogłam wytrzymać czekając aż przeczytam tą książkę! No i jak liczyłam tak się nie zawiodłam. Po zakończeniu Pandemonium byłam w ogromnym szoku, tutaj, przez całą książkę szok trwał nieprzerwanie. Ta przemiana Leny od pierwszej części do tej części jest niewyobrażalna, ale w pozytywny sposób, bo widać, że jest to skutkiem czegoś, a nie zwykłej nieścisłości u autorki. Wspaniały styl pisania Pani Oliver, bohaterowie, nieprzerwana akcja, spotkanie Leny i Hanny, ahh, to wszystko zalicza się do ogromnych plusów książki. Jedynie zakończenie mnie lekko zawiodło, takie nijakie, bez takiej hmm wyrazistości, niby to zakończenie otwarte, ale mimo wszystko wolałabym dostać konkrety, co się z każdym stało i jak się cały bunt zakończył. Ocena: 6/6.

4. Wampiry z Morganville: Ostatni Pocałunek - Rachel Caine

A oto kolejna pozycja na którą liczyłam, bo wiedziałam, że Pani Caine nie mogłaby mnie zawieść. Mimo, że to już bodajże 11 część to seria mi się nie nudzi, mogę mieć nieco przyćmione poglądy dzięki postaciom Shane'a i Michaela, ale w tym cyklu zawsze mnie coś zainteresuje. I tak również było i tym razem. Od książki oderwać się nie mogłam i zarywałam dla niej noce przed testami. Claire jest jedną z niewielu żeńskich postaci które przez wszystkie tomy prawie, że w ogóle mnie nie irytuje. Sposób opisywania zdarzeń u autorki, niezmienny od pierwszego tomu, bez zbędnych opisów, wprowadzania do sytuacji, po prostu jakbym oglądała film, widzę wszystko jak się szybko dzieje i nie można sie oderwać od tego obrazu. Ocena: 6/6.







Trochę tak nie jestem zadowolona z tych skrótowych opinii, ale no wypadało coś napisać. Tak nawiasem mówiąc, dziś premiera czwartej części Klątwy Tygrysa, jako ambasadorka, zachęcam do zaopatrzenia się w tą pozycję! :)





poniedziałek, 4 lutego 2013

Eva Voller - Magiczna gondola



Siedemnastoletnia Anna spędza wakacje w Wenecji. Podczas jednego ze spacerów jej uwagę przykuwa czerwona gondola. Dziwne. Czyż w Wenecji wszystkie gondole nie są czarne? Gdy niedługo potem Anna wraz z rodzicami ogląda paradę historycznych łodzi, zostaje wepchnięta do wody – a na pokład czerwonej gondoli wciąga ją niewiarygodnie przystojny młody mężczyzna. Zanim dziewczyna zejdzie z powrotem na pomost, powietrze nagle zacznie drżeć i świat rozpłynie się Annie przed oczami.

Magiczna gondola to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Voller. Czy przyjemne? Jak najbardziej. Do sięgnięcia po książkę zachęciła mnie cudowna okładka a także intrygujący opis. Gdy ujrzałam tę pozycję w zapowiedziach od razu wiedziałam, że nie mogę obojętnie przejść obok tej lektury. Książka wprawdzie trochę sobie poczekała na półce, ale ponoć wyczekane to później lepsze. Myślę, że to powiedzenie sprawdza się i w tej sytuacji.

Funkcję narratora sprawuje Anna, 17letnia Niemka która przybyła do Wenecji na wakacje wraz z rodzicami, z których oboje są naukowcami. Opisy sytuacji, przeżyć i uczyć w jej wydaniu są bardzo przyjemnie podane, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko, nie orientując się nawet, że już znalazło się w połowie lektury. Język którym posługuje się autorka a także tłumaczka jest nadzwyczaj lekki. Porównania użyte w tekście, np wygląd Miley Cyrus czy postacie ze Zmierzchu, są wybrane takie, że mniej więcej każdy może się zorientować o czym mowa, a nie jak w niektórych innych powieściach, takie, że ktoś nie obeznany aż tak w temacie nie wie o czym mowa. Zdecydowanie sposób w jaki została napisana ta książka zalicza się do jej atutów.

Postaci też są zaletą tej powieści. Świetnie nakreślona główna bohaterka opowiadająca nam swoją historię, gdy niespodziewanie zostaje przeniesiona w czasie, konkretniej do XV wieku, jest odważna, dzielnie znosi swój los a ponadto umie się dostosować do swojej sytuacji i jest skora do poświęceń. Brzmi to trochę jak opis wyidealizowanej osoby, lecz czytają książkę czuje się, że ta siedemnastolatka jest normalną dziewczyną co pozwala się czytelnikowi z nią lekko utożsamić. Na plus również były kreacje Sebastiana, Bartolomea, Matthiasa i Dorothey. Co do tej ostatniej to głupota jej postaci aż rzucała się w oczy co akurat bardzo dobrze odwzorowywało jak może zachowywać się obsesyjnie zakochana kobieta pozbawiona mózgu. Na minus z kolei był dla mnie Alivise, jego historię można było bardziej rozwinąć, uzasadnić motywy jego działań i dorzucić nieco czarnego humoru. Niezbyt też spodobał mi się wątek miłosny który moim zdaniem za szybko był rozwinięty i, przepraszam, że tak się wyrażę, z tyłka wzięty. Niby było wspomniane, że  "Zwycięzca" wywarł na Annie duże wrażenie, aczkolwiek za słabo to było jak dla mnie rozpisane i poprowadzone.

Jeśli chodzi o okładkę to w moim przypadku spełniła swoje zadanie idealnie. Od razu gdy ją ujrzałam przykuła mój wzrok i nie mogłam jej spuścić z oczu, przyglądałam się każdemu jej fragmentowi aż przestudiowałam ją dokładnie. Po wewnętrznej stronie książki, oprawa wciąż jest cudowna, co nie często się zdarza, skrzydełka w kolorze morskim z kręconymi szlaczkami nadają wrażenia takiej delikatności. Idealnie komponuje się z treścią powieści. Warto byłoby też coś wspomnieć o niemieckiej okładce. Jest ładna i to muszę przyznać bez wahania, ale jak na mój, dość dziwny zazwyczaj gust, wzbudza ona u mnie skojarzenia z książką dla dzieci. Gdyby to u nas Wydawnictwo Egmont wydałoby Magiczną gondolę w tej wersji to pewnie ta cudowna książka zostałaby przeze mnie pominięta.

Mimo, że ciągle się wszystkim w tej powieści zachwycam, bo zdecydowanie jest czym, to jednak czego mi w niej zabrakło. Czegoś takiego wyrazistego. Czegoś co nie pozwoliłoby mi w nocy spać każąc o tym rozmyślać  Czegoś co sprawiłoby, że na długo nie zapomnę o tej lekturze. Jednak tego czegoś nie było i obawiam, że się, że za miesiąc, dwa, zapomnę o uczuciach towarzyszących mi przy czytaniu tej książki. Jednakże póki co jestem nią zachwycona i z czystym sumieniem polecam ją wszystkim miłośnikom fantasy i podróży w czasie. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Więc wszystkim wam polecam pobiegnąć gdzieś do księgarni, lub skorzystać z tych internetowych i zaopatrzyć się w swój egzemplarz książki Evy Voller.
 
Autor: Eva Voller
Tytuł: Magiczna gondola
Tłumacz: Agata Janiszewska
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2012-09-19
Ocena: 5-/6

                   Za książką bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont! :)



poniedziałek, 22 października 2012

Marissa Meyer - Saga księżycowa: Cinder

Saga przyszłości ma swój początek dawno, dawno temu… Cinder mieszka w hałaśliwym Nowym Pekinie, zdziesiątkowanym przez zarazę. Jako dziewczyna cyborg o tajemniczej przeszłości jest obywatelką drugiej kategorii. Lecz kiedy na jej drodze staje przystojny książę Kai, Cinder nagle znajduje się w epicentrum międzygalaktycznej walki z bezlitosną królową Luny. Rozdarta między obowiązkiem a wolnością, wiernością a zdradą, musi wyjawić sekrety swojej przeszłości, aby ochronić przyszłość...

Życie cyborga wbrew pozorom nie jest wcale takie łatwe i przyjemne jakby się mogło wydawać, zwłaszcza w realiach w których na każdym kroku może cię dopaść choroba. Linh Cinder została adoptowana i musi utrzymywać jako mechanik swoją rodzinę zastępczą. Jej życie zmienia się w chwili w której jej młodsza siostra Peony zapada na nieuleczalną chorobę zwaną Letumosis, a jej macocha uznawszy, że to wszystko jest jej winą wysyła Cinder na eksperymentalne badania mające na celu odnalezienie antidotum na zarazę.

Narracja trzecioosobowa prowadzona na przemian raz z perspektywy Cinder, raz z perspektywy księcia/cesarza Kaito świetnie oddaje treść książki, emocja bohaterów i uczucia które targają nimi podczas najróżniejszych sytuacji. Język zastosowany w książce jest przyjemny, sprawiający, że czytelnik zatapia się w książce, nie orientując się nawet, że już ją kończy. Baśniowy styl pisania autorki oraz lekki przekład tłumaczki jest moim zdaniem godny pochwały.

Czytając Sagę księżycową spotykamy się z wyrazistymi i ciekawie nakreślonymi postaciami które są jednym z wielu plusów tej książki. Cinder to uczciwy, biedny cyborg utrzymujący swą niewdzięczną rodzinę. Cinder nie potrzeba wiele do szczęścia, chciałaby tylko uciec od swej okropnej macochy. Bardzo polubiłam tę postać gdyż mimo, że na pewno nie mogłabym się z nią utożsamić to była ona odpowiednikiem Kopciuszka, o której byciu zawsze marzyłam w dzieciństwie. No i jest jeszcze dobroduszny książę Kai, który mimo swego tytułu nie jest zarozumiałym chłopakiem. Ogólnie wszystkie postacie są tu przyrównane do postaci z Kopciuszka co mnie od razu urzekło, taki miły powrót do dzieciństwa.

Oprawa książki jest nieziemsko cudowna. Czarne tło książki, dziewczyna łudząco przypominają mi porcelanową lalkę w prześlicznej sukience, skromne napisy nie zajmujące wiele miejsca na okładce - wszystko razem świetnie ze sobą współgra i oddaję klimat książki. Z wszystkich okładek jakie miałam okazję zobaczyć, nasza prezentuje się zdecydowanie najlepiej.

Książka zauroczyła mnie już podczas czytania pierwszej strony. Początkowo nie byłam pozytywnie nastawiona do książki. Pekin, cyborgi, androidy to nie moje klimaty, lecz Marissa Meyer wszystko ujęła tak baśniowo i ciekawie, że nie mogłam doszukać się w książce żadnych minusów.  Cinder jest książką po którą na pewno sięgnę jeszcze wiele razy a kontynuacji będę niecierpliwie wypatrywać. Książka zdecydowania godna polecenia każdemu. Zwłaszcza tym którzy są już znudzeni zalewającymi rynek wampirami, duchami, wilkołakami i innymi dziwnymi stworzeniami.

Autor: Marissa Meyer
Tytuł: Cinder
Tłumacz: Dorota Konowrocka
Liczba stron: 439
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2012-10-17
Ocena: 5+/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Egmont! :)